Your search results

Runmageddon Rekrut

Opublikowane przez Olek na Listopad 13, 2015
| 0

0 km

Ostatnim razem wspominałem o tym, że bieganie jest dla mnie lekko nudne. Nie wiem jak to się stało, ale od tego czasu zaliczyłem kilka sobotnich biegów Parkrun, otwarcie City Trail (drugi bieg już za chwilę) i osławiony Runmageddon Rekrut. Wygląda na to, że ukończenie Survival Race dało mi więcej motywacji. Jednak z moją aktywnością sportową nie jest tak źle jak myślałem.

Po ostatecznym wpisaniu na listę startową powiedziałem sobie, że czas na porządne treningi biegowe i siłowe. Jak to wyszło w praktyce? Ano jak zwykle, czyli w tygodniu zbyt leniwy aby się ruszyć, a weekend udajemy, że nie mamy czasu. Dobrze, że regularna wtorkowa piłka nożna pozwalała na jakieś wybieganie. Jednak mimo tych (brakujących) treningów miałem z tyłu głowy myśl, że jestem w stanie ukończyć bieg i to na pewno nie na ostatnim miejscu.

4 km

Ściana – popularna nazwa blokady fizycznej lub psychicznej, która może spotkać zawodników podczas biegów długodystansowych

Ściana Runmageddon – wielka drewniana konstrukcja, która potrafi zawstydzić gminnych strażaków. Jeżeli nie masz korzeni w NBA lub nie masz takich zdolności, co kangur to zapomnij o samotnym pokonaniu tej przeszkody. Koordynacja i współpraca z innymi zawodnikami jest kluczem do sukcesu. Nie zapomnij o amortyzacji przy zeskoku na drugą stroną. Kobiety mają łatwiej, bo zawsze znajdzie się jakiś chętny i pomocny Romeo.

Pokonaliśmy ścianę i biegniemy dalej. Przez pola, przez doły, przez krzaki, aż w końcu docieramy na leśną drogę. Już z daleka słychać dziwne okrzyki innych uczestników. Po kilkuset metrach wiemy co nas czeka – kąpiel w pobliskim jeziorze. Woda nie jest zimna (jak Bałtyk w środku sezonu) jest po prostu lodowata. Wydaje się jakby nogi zdrętwiały i przestały słuchać poleceń. Przeszkoda tylko dla prawdziwych morsów. Przemoczone buty nie pomagają na trawiastych podbiegach. Gdy po raz kolejny wbiegamy w błoto łapczywie połykające nasze nogi, jesteśmy (nawet) trochę wdzięczni. Chociaż przez chwilę robi się cieplej.

2 km

Rozgrzewka – często pomijana przez amatorów wszelkich sportów co jest ogromnym błędem.

Rozgrzewka Runmageddon – często podczas jej trwania, uczestnicy biegu dowiadują się jak słabo się przygotowali. Niestety jest już za późno by zawrócić. Atmosfera szaleństwa i ogromnej energii wzrasta z każdą minutą. Zaczyna się grupowe odliczanie do startu. Skaczemy rytmicznie do głośnej muzyki, która jeszcze bardziej motywuje do działania. Nagle wystrzał z pistoletu trzymanego przez gościa w dziwnej masce. Cała grupa rusza przed siebie, a po drodze rozpylają na nas zasłonę dymną.

Poznańska edycja biegu odbyła się na terenie Hipodromu Wola, stąd też pierwsze przeszkody to zwykłe barierki zabezpieczające stadninę koni. Później zaczyna się trasa pełna pagórków, która malowniczo wije się wokół naturalnie parującego i (mocno) śmierdzącego kompostownika z sianem. Podziękowania dla organizatorów, bo pozwolili nam to ominąć.

6 km

Piesek – miłe i pocieszne stworzenie, najlepszy przyjaciel człowieka, który uwielbia długie spacery.

Piesek Runmageddon – ciężki jak diabli kawał betonu na krótkim sznurku, który ciągnie się za zawodnikiem i nie pozwala na chwilę odpoczynku.

Zaliczyliśmy spacer, biegniemy (raczej truchtamy) dalej i znowu wrzucają nas w błoto. Potem kilka przeszkód z toru treningowego jazdy konnej i przed nami pojawia się przeszkoda o nazwie Indiana. Muzyka w tle przygrywa znaną nutę filmu Spielberga, chwytamy linę i przez sekundę, może dwie czujemy się jak młody Harrison Ford. Coś wspaniałego! Ale nie ma czasu na zachwyty, bo przed nami elektryczne pieścidełko, które skutecznie strzela prądem po łydkach. Na lekko chybotliwych nogach pokonujemy kolejne przeszkody. Na końcu czeka nas wejście po linie (koszmar większości dzieciaków z podstawówki), kolejna zimna kąpiel, przeskok przez ogień i przyjemny prysznic od pomocnej straży pożarnej. Jeszcze tylko starcie z Kozłami Poznań i wpadamy na metę zmęczeni, ale zadowoleni.

Nie narzekamy, bo to nie jest lekki bieg po parku z pączkiem na mecie. To jest Runmageddon!

Klasyczna pyra

Wiedziałem, że tak będzie… Po przekroczeniu mety, kilka sekund po otrzymaniu medalu posiłkując się resztkami adrenaliny, postanowiłem wystartować w kolejnych zawodach Runmageddon.

Zawsze miałem w sobie coś z kolekcjonera i jakoś nie umiem odpuścić kolejnego kawałka metalu, aby zebrać komplet medali Runmageddon. W maju 2016 r. podchodzę do biegu Classic (12 km). Mam nadzieję, że przed końcem przyszłego roku starczy sił na bieg Hardcore (21 km).

Dodaj komentarz

  • Wybierz z listy:

    0 PLN do 300 PLN

    Więcej opcji wyszukiwania
  • Ostatnio na blogu